…i obsiedli ptakowie niebiescy biały dom…

To był ubiegły poniedziałek. Szesnastego lutego. Minął tydzień i żaden nowy dzień nie powtórzył tego zjawiska (czy tego małego dla mnie objawienia).

Było przed wieczorem, mijałam koło osiemnastej budynek Teatru Polskiego, chyba najpiękniejszy budynek w Poznaniu. Cały jego szczyt, dachy, gzymsy, kominy… obsiadły mewy. Białoskrzydłe ptaki z białymi brzuchami w ilości ogromnej na białym budynku teatru zdawały się świecić na tle granatowego nieba. Szczególnie, gdy gromadami podrywały się na moment, kołowały w górze i znów przysiadały, by poderwała się znów inna grupa, i znów inna. Wszystko sprawiało wrażenie świetnie zorganizowanej choreografii albo orkiestry z niewidzialnym dyrygentem. Trwało to dłuższą chwilę, nie wiem jak długą, potem wszystkie odleciały. Stałam z zadartą głową oniemiała jeszcze czas jakiś…

Wyjątkowo tego dnia nie ciążył mi w plecaku aparat, nie mogłam zrobić zdjęć, ale przychodziłam tam codziennie o tej samej porze przez kilka następnych dni. Z aparatem, statywem, ale na próżno.

teatr polski w poznaniu

Dodaj komentarz